niedziela, 27 marca 2016

[00] Prolog

Deszcz zacinał prosto w twarz. Wysoka brunetka mimo wszystko stawiała mu opór i brnęła do swojego celu. Została jej ostatnia i prosta i schroni się w ciepłym biurze, które należy do agencji. Pchnęła ciężkie drzwi i poczuła ciepłe powietrze na swojej twarzy. Zmierzyła wzrokiem recepcjonistkę i przeszła do bocznego korytarza. Ściany pomalowane na dość jasny, szary kolor z ciemnymi dodatkami głównie w postaci zdjęć. Białe płytki na podłodze. Kilka zielonych roślin w rogach. Pomieszczenie na pierwszy rzut oka wyglądało jak zwykła agencja fotograficzna i tym się zajmowano, ale tylko pozornie. Agencja fotograficzna "Solid" to tylko przykrywka. Brunetka pchnęła kolejne, ciemnobrązowe drzwi i znalazła się w gabinecie szefa. 
-Freya, słońce, dobrze, że już jesteś - powiedział grubym głosem kierownik całego przedsiębiorstwa. Był to wysoki brunet, ścięty na krótko z włosami zaczesanymi ku górze, dość chudy. - Jak Ty cudownie wyglądasz - uśmiechnęła się ponętnie. Wiedziała, że się mu podobała i wykorzystywała to. Wstał zza biurka i podszedł do niej, kładąc ręce na jej talii. 
-Masz coś nowego? - zapytała patrząc mu w oczy. Miała go teraz pod kontrolą, opanowała to do perfekcji, wiedziała co działa na niego dobrze, a co źle. 
-Tylko jedno, krótkie zlecenie. Loops Ci pomoże.
-Dam sobie radę sama, wiesz że potrafię - zaśmiał się pod nosem i kiwnął głową.
-Wiem, ale tym razem idziesz z Patriciem - niechętnie się zgodziła.
-Więc, o co chodzi? - jego usta uformowały chytry uśmieszek. Wytłumaczył jej wszystko dokładnie. Stali twarzą w twarz uśmiechając się do siebie. Podobało jej się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz